12 lekcji, których nauczyła mnie ekonomia behawioralna

Sto lat dla mnie!

Zastanawiałam się, o czym napisać w tym tygodniu, aby było choć trochę urodzinowo, a ponieważ naukowcy lubią robić badania na każdy temat (zobaczcie np. tutaj i tutaj), to miałam nadzieję, że znajdę badania, które eksplorują temat urodzin i będę mogła napisać coś o nich. Nie udało się.

Mam dla Was zatem nieco bardziej osobisty wpis, o lekcjach, jakich nauczyła mnie ekonomia behawioralna. Jak się okazuje, po tylu latach pracy w tym obszarze, sporo zmieniałam w swoim życiu, nie zdając sobie do momentu napisania poniższego wpisu ze wszystkiego sprawy.

#1: Mam labradora w mózgu

Mamy dwa systemy przetwarzania informacji – automatyczny, intuicyjny, krótkowzroczny System 1 oraz racjonalny i analityczny System 2. System 1 jest jak labrador – uwielbia wszystko, co nowe, błyszczące, pachnące, słodkie, ciekawe. System 2 jest w stanie kontrolować tego labradora, ale ponieważ sam jest leniwy, to czasami nie chce mu się tego robić. A czasami chce, ale nie do końca wie jak.

Świadomość tego, że każdy z nas ma takie dwa systemy przetwarzania informacji i tego, jak one działają, powoduje, że jestem bardziej wyrozumiała w stosunku do siebie samej. To, że mnie ciągnie do słodyczy i że wydaję za dużo pieniędzy, że coś jest ze mną nie tak i że mam słabą wolę. My ludzie po prostu tak mamy. Tak nas ukształtowała ewolucja. Na szczęście dała nam też System 2, który można strategicznie i mądrze wykorzystywać do tego, aby podejmować lepsze decyzje.

#2: Kontekst ma znaczący wpływ na zachowanie

Jednym z głównych postulatów i wniosków ekonomii behawioralnej jest to, że kontekst ma znaczenie. Nasze preferencje zmieniają się zależnie od sytuacji. Kontekst, w jakim podejmujemy decyzje – fizyczny, społeczny – wpływa na to, co zrobimy. Często jednak wpadamy w pułapkę zwaną podstawowym błędem atrybucji i zakładamy ,że to tylko nasze wewnętrzne cechy są odpowiedzialne za zachowanie, przez źle identyfikujemy źródło problemu, a tym samym nieefektywnie go rozwiązujemy.

#3: Jak nie chcesz czegoś robić, to nie miej tego pod nosem

Nie kupuję słodkich rzeczy na zapas, aby nie mieć ich w domu. Jeśli przychodzi mi ochota na słodkie i mam w domu ciasteczka albo czekoladę, to na 100% je zjem i to pewnie od razu całą paczkę. Jeśli nie mam nic w domu, to właściwie nie ma szansy, że będzie mi się chciało iść do sklepu, aby coś kupić (szczególnie, że najbliższe sklepy są 7-10 minut na piechotę i wymagają wejścia pod górkę ;).

Dieta na lenia. Działa! Poza tymi sytuacjami, kiedy chcę być kochaną partnerką i kupuję mojemu chłopakowi kilka paczek Delicji, które potem sama zjadam, bo on jest cały dzień w biurze, a ja pracuję z domu… 🙊🙈

#4: Jeśli chcesz coś zrobić, przygotuj do tego otoczenie

Taka architektura wyboru działa też w drugą stronę – jeśli chcesz coś zrobić, zaprojektuj otoczenie tak, aby wspierać dane zachowanie. Jeśli wiem, że czeka mnie ciężki dzień pracy, to wieczór wcześniej przygotowuję miejsce pracy – odkładam niepotrzebne rzeczy, robię porządek na biurku, sprzątam kuchnię, przygotowuję jedzenie. Dzięki temu następnego dnia rano nie mam wymówek i nie odwlekam rozpoczęcia pracy.

Jeśli chcę mieć pewność, że w ciągu dnia wypiję odpowiednio dużo wody, ustawiam dzbanek z filtrowaną wodą i szklankę na biurku.

Jeśli chcę mieć pewność, że rano zrobię jogę, idę spać w ciuchach do jogi i rozwijam w salonie matę, żeby już tam na mnie czekała.

#5: Przyszłe Ja prędzej czy później będzie tu i teraz

W ekonomii behawioralnej i teorii gier jest koncepcja wielu Ja (ang. multiple selves). Ponieważ nasze preferencje zmieniają się w czasie, można myśleć o sobie jako o wielu osobach (Ja), które mają różne gusta. Ja teraz mam ochotę obejrzeć kolejny odcinek serialu na Netflixie. Jeśli to zrobię, to jutrzejsze Ja będzie tego żałowało, bo będzie musiało nadrobić zaległości w pracy. Ponieważ przyszłość obchodzi nas mniej niż teraźniejszość, zazwyczaj ignorujemy preferencje przyszłych Ja i robimy to, na co mamy ochotę (Netflix!).

Badania behawioralne pokazują, że ludzie myślą o swoich przyszłych Ja jako o obcych osobach – poczucie więzi i identyfikacji z naszymi przyszłymi Ja jest tak samo słabe, jak poczucie więzi z obcymi ludźmi.

Poznanie i myślenie o swoich wyborach przez pryzmat tej koncepcji jednak pozytywnie wpłynęło na podejmowanie przeze mnie decyzje. Ponieważ już tak wiele razy doznałam rozczarowania, jakie przeżywa Ja tu i teraz w związku z nieoptymalnymi decyzjami, jakie podjęło jakieś moje przeszłe Ja, nauczyłam się oceniać codzienne wybory tak, jakby ich wpływ zawsze dotykał Ja tu i teraz.

Poprzez dysocjację, czyli myślenie o sobie jako o różnych Ja, nastąpiła asocjacja, czyli myślenie o przyszłym Ja jakby było tu i teraz. Zawiła logika, ale działa.

#6: O przyszłość trzeba dbać, bo samo się nie zrobi

Ponieważ nasz umysł jest w dużej mierze sterowany przez System 1 (labradora) i ponieważ przyszłość obchodzi nas mniej niż teraźniejszość, nie można mieć dobrego życia bez proaktywnego, uważnego i strategicznego dbania o to, co będzie. Nie mamy pięciu lat i nie ma tu miejsca na podejście „należy mi się“, „innym to jest łatwiej, bo…“ czy „ale to nie jest fair“. Jak sobie pościelę, tak się wyśpię.

#7: Odpowiednio ramuj problemy i pytania

Ramowanie, czyli to jak jest ujęty problem lub jakich słów używamy do jego opisania, to też rodzaj architektury wyboru i może mieć ogromny wpływ na nasze decyzje. Zauważyłam, że słowo „potrzebuję” jest magicznym słowem i używam go zamiast „chcę” lub „powinnam”. Duet chcę – (nie) powinnam jest okropny, bo powoduje niekończący się wewnętrzny dialog – chcę coś zjeść, ale nie powinnam, ale chcę, ale nie powinnam, ale… Przeformułowanie pytania na to, czy czegoś potrzebuję wyłącza całą tą wewnętrzną dyskusję i powoduje, że podejmuje lepsze dla siebie decyzje.

#8: Samokontrola jest ograniczonym zasobem i trzeba dać jej czas na regenerację

Raz na jakiś czas, mniej więcej raz na 7-10 dni, robię sobie dzień obżartucha. Badania behawioralne pokazują, że samokontrola jest limitowanym zasobem i raz na jakiś czas trzeba dać się jej odbudować. Zatem pozwalam sobie – w kontrolowany i zaplanowany sposób – ją odbudować, poprzez tzw. binge days. Gdybym tego nie robiła, to wiem, że po trzech tygodniach odpowiedniego jedzenia zacznę się męczyć i następnego dnia rzucę diet i nie zacznę znowu do następnej wiosny.

Na koniec takiego dnia obżartucha zawsze wyrzucam wszystkie słodycze i inne rzeczy, których nie chcę następnego dnia jeść, bo wiem, że jeśli je zostawię, to na pewno je zjem wcześniej niż za następne 7-10 dni. Patrz punkt #3.

#9: Zamiast planowania rewolucji, skup się na zmianie pojedynczego zachowania

Behawioralne podejście skupia się na zmianie zachowania – nie postaw, nie przekonań, nie wartości, lecz zachowania. Powtarzane zachowanie zamienia się w nawyk, który zamienia się w umiejętności, które z kolei potrafią wpłynąć na przekonania, postawy, wartości i finalnie to, kim jestem.

Czasem, jak mi się nic nie chce, tracę motywację do pracy lub wyolbrzymiam problem (moja specjalność!), każę się mojemu umysłowi zamknąć i po prostu coś robię. Skupiam się na jednym, małym zachowaniu i je robię, bez dorabiania filozofii, ideologii i paniki.

#10: Stres i czas to też koszt

W ekonomii mówi się o kosztach utraconych korzyści, czyli o korzyściach, które tracimy ze względu na to, że wybieramy pewną opcję – jeśli wybiorę A, to nie wybieram B i tracę korzyści płynące z B, nawet jeśli ogólnie wolę A.

Ten sposób myślenia otworzył mi oczy na to, że decyzje, jakie podejmuję, mają również niematerialne konsekwencje, takie jak czas i stres. Czy kupić nowe buty? Czy płacić za bilet na autobus czy jechać na gapę? Czy wyjść z domu na ostatnią chwilę i nie musieć czekać na lotnisku, czy wyjść wcześniej i nie ryzykować, że się spóźnię?

Jeśli kupię nowe buty, to czeka mnie dużo radości, ale utraconą korzyścią jest komfort posiadania większych oszczędności.

Jeśli nie kupię biletu na autobus, to zaoszczędzę trochę pieniędzy, ale „zyskam” stres związany z jechaniem na gapę.

Jeśli pojadę na lotnisko „na czas“, to funduję sobie stres związany z myśleniem o tym, czy i o ile się spóźnię na samolot i czy zdążę do niego wsiąść, jeśli będą niespodziewane korki albo dłuższe kolejki na lotnisku.

Odkąd biorę pod uwagę te niematerialne konsekwencje, podejmuję w wielu obszarach inne decyzje i jestem dużo szczęśliwszym i spokojniejszym człowiekiem.

#11: Jeśli chcesz się wyrobić z pracą na czas, dodaj 50% do planów

Błąd planowania jest jednym z moich ulubionych błędów poznawczych, bo mam z nim na pieńku (albo on ze mną?) – choć o nim wiem, jestem jego świadoma, pamiętam o nim i biorę go pod uwagę, to i tak zazwyczaj ze mną wygrywa.

My ludzie mamy tendencję do zakładania, że gdy będziemy nad czymś pracować, to wszystkie okoliczności będą nam sprzyjały i zrobimy coś w najkrótszym możliwym czasie.

Nie.

Zawsze okazuje się, że jednak jest więcej pracy, że chcę przejrzeć literaturę naukową z jeszcze jednego obszaru, że mam mniej energii, że wpadnie do zrobienia coś innego, pilniejszego. Albo że po prostu nie wiedziałam, ile pracy mnie czeka. Dlatego zawsze dodaję co najmniej 50% do planów i deadline’ów, jakie sobie stawiam.

#12: Wydawaj więcej na doświadczenia, szczególnie z innymi ludźmi

Jak wydaję pieniądze, to staram się je wydawać na doświadczenia, a nie rzeczy materialne, bo jak pokazują badania behawioralne, te przynoszą nam więcej szczęścia. Najlepiej, jeśli te doświadczenia to coś, co mogę zrobić z innymi ludźmi lub gdy moje doświadczenia są prezentem dla innej osoby, jak w sytuacjach, gdy zabieram mojego partnera i siebie na wyjazd weekendowy w ramach prezentu gwiazdkowego. Badania pokazują, że spędzanie czasu z ludźmi oraz wydawanie pieniędzy na innych oraz na doświadczenia daje nam dużo więcej szczęścia niż kupowanie rzeczy i kupowanie ich sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *